Jak rozpocząć przygodę z larpami? Fakty kontra mity.

Ostatni rok upłynął mi pod znakiem próbowania nowych rzeczy i wychodzenia poza swoją strefę komfortu. Brzmi to trochę jak coachingowy slogan, ale tak właśnie było.


Po wielu latach wróciłam do gier RPG i odkryłam, że dużo się zmieniło od kiedy po raz ostatni grałam. Oto nagle znalazłam się w świecie, gdzie jest więcej systemów niż mogłabym sobie wymarzyć, gdzie youtuberzy wrzucają nagrania ze swoich sesji oraz porady jak być lepszym Mistrzem Gry, a zdobycie podręcznika zależy tylko i wyłącznie od posiadanych funduszy i odrobiny cierpliwości. Przez chwilę czułam się jak dziecko, które po raz pierwszy weszło do cukierni i mogło dostać cokolwiek o co poprosi. Kiedy już otrząsnęłam się z pierwszego zachwytu przyszło mi do głowy, żeby sprawdzić co jeszcze się zmieniło w świecie miłośników ogólnie pojętej fantastyki.

Nie bez przypadku pomyślałam o larpach, które wydały mi się naturalnym dalszym krokiem w moim poszukiwaniu fantastycznych wrażeń. Pewnie zastanawiacie się teraz, gdzie to moje całe wychodzenie poza strefę komfortu skoro od gier RPG do larpów jest tylko krok. Otóż jestem introwertykiem i przez niemal całe swoje życie żywiłam przekonanie, że ja się do tego typu zabaw nie nadaję. Teraz mając już za sobą całe trzy larpy mogę wam opowiedzieć jak to jest zaczynać swoją przygodę z tym hobby i jak bardzo różniły się one od moich poglądów na ich temat.

Oto lista mitów, w które wierzyłam, a które nie przetrwały zetknięcia się z rzeczywistością.


Mit 1: W larpie można wziąć udział tylko na konwencie.


W czasach licealnych o larpach mogłam tylko pomarzyć. Nie stać mnie było na wyjazdy na konwenty poza miejscem zamieszkania, więc okazja do wzięcia udziału w takiej zabawie zdarzała się raz do roku, a zdobycie roli graniczyło z cudem.


Zapisy na larpy często odbywały się wówczas na dobry miesiąc przed konwentem poprzez specjalnie wydzielone do tego fora, a i nieraz zdarzało się, że najlepsze role były zarezerwowane dla osób z kręgu znajomych. Z biegiem czasu nastąpiła zmiana: można było zapisać się już w czasie trwania konwentu i nawet udało mi się to zrobić dwa czy trzy razy.


Niestety, larp o 10:00 rano w niedzielny poranek miał dziwną przypadłość do tego, aby nie dochodzić do skutku ze względu na nie stawianie się zapisanych na niego uczestników, więc tak naprawdę w żadnym larpie nie udało mi się wziąć udziału.


Dziś sprawy wyglądają zupełnie inaczej. Jeśli więc czytasz ten artykuł, to znaczy, że już jesteś w dobrym miejscu, by zacząć swoją przygodę.


Byłam zdziwiona jak wielu moich obecnych znajomych brało udział w larpach. Niektórzy robią to regularnie i angażują się w to hobby również na inne sposoby. Poznałam cudowne osoby, które piszą scenariusze i organizują rozgrywki. Bez nich i ich zaangażowania nie moglibyśmy cieszyć się tak licznymi eventami. W Poznaniu działa nawet kilka grup, które regularnie organizują larpy oraz można bez problemu odnaleźć je na Facebooku.


Kolejnym zaskoczeniem było to, że lokalne puby dość chętnie goszczą u siebie chamber larpy, dzięki czemu możemy się cieszyć naszym hobby praktycznie przez cały rok!


Mit 2: Na larpie trzeba mieć profesjonalny kostium.


W dobie mass mediów pewnie nie raz natknęliście się na przepiękne fotografie z larpów, które – paradoksalnie – często bardziej onieśmielają niż zachęcają do tego, aby wziąć w nich udział. Przez długi czas byłam przekonana, że aby w ogóle brać pod uwagę zgłoszenie się na larpa, zawsze trzeba mieć kostium. Rzeczywistość ponownie zaskoczyła mnie w tym temacie.


Owszem, są larpy, które mają pewne wymogi co do stroju, ale jest też cała masa takich, które nie wymagają tego wcale albo mają na tyle bliską nam konwencję, że możemy skompletować strój bez większego wysiłku w oparciu o to, co mamy w swojej szafie. Na swojego pierwszego larpa osadzonego w latach dziewięćdziesiątych poszłam w sukience i żakiecie, w których regularnie chodziłam na egzaminy, a później do biura. Uważałam za całkiem zabawne to, że mam na sobie sukienkę, która faktycznie pochodziła z lat dziewięćdziesiątych, a do tego idealnie pasowała do roli pani doktor, która właśnie zerwała się z konferencji naukowej, żeby spotkać się w przelocie z siostrą.


Prawdą jest jednak, że im więcej wysiłku włożycie w swój kostium tym lepiej będziecie się bawić wy i inni uczestnicy larpa, tak więc warto się postarać. Pamiętajcie natomiast, że kostium to nie wszystko. Powtórzę wam coś co usłyszałam od cudownej Mistrzyni Gry, która powstrzymała mnie od histerii przy szukaniu stroju na mojego pierwszego larpa terenowego: „To nie jest rekonstrukcja historyczna i nikt nie będzie się czepiał waszego stroju, jeśli postaracie się by choć trochę pasował do konwencji”.


Mit 3: Larpy są kosztownym hobby.


Przez długi czas wydawało mi się, że larpy zawsze wiążą się z dużymi wydatkami. Wiele dużych larpów, o jakich słyszałam, miało wysokie opłaty akredytacyjne. Udział w nich łączył się też z kosztami dojazdu, noclegu i wyżywienia. O stroju nawet nie wspomnę. Dziś wiem, że jest sporo larpów, w których można wziąć udział za darmo, lub za niewielką cenę, która pozwala na opłacenie wynajmu sali. Jeśli larp odbywa się w pubie dość często nie ma wpisowego, a zamiast tego jest prośba o to, żeby zamówić coś przy barze, żeby pub nie był na tym stratny. Jeśli więc nie stać cię na opłacenie kilkudniowego larpa, to nadal możesz znaleźć event, który nie doprowadzi cię do bankructwa i jednocześnie pozwoli nieco poznać ten świat.


Co jednak ze strojem?

Mam dla ciebie trzy wskazówki jak osiągnąć wiele jak najmniejszym kosztem.


Po pierwsze makijaż i fryzura. Nie bójcie się poeksperymentować i zrobić coś czego na co dzień nigdy byście nie zrobili: odważne kolory, potargane włosy, albo wymyślne uczesanie. Bawcie się konwencją, a wasz wysiłek z pewnością zostanie doceniony.


A jeśli z jakichś powodów nadal myślicie, że makijaż jest tylko dla pań, to was zaskoczę, bo w świecie larpów ta konwencja nie obowiązuje. Eyeliner i kredka do oczu mogą pozwolić wam wyczarować cudowne tatuaże, blizny, czy oznaczenia klanowe. Wskazówka dla tych, którzy zwykle nie bawią się makijażem: warto zaopatrzyć się w fixer. Dzięki niemu wasz makijaż pozostanie dłużej bez skazy, zwłaszcza latem, gdy temperatury sprzyjają raczej temu, żeby z nas spłynął wielobarwną plamą.


Po drugie, jeśli nie ma czegoś w waszej szafie, to może jest w szafie kogoś kogo znacie oraz kto zechce pożyczyć wam jakąś część garderoby. Prawdziwe skarby na larpy osadzone w ostatnim stuleciu można znaleźć w szafach naszych dziadków i rodziców. W ostateczności pozostaje nam też kilka wycieczek do okolicznych lumpeksów i zapolowanie na coś co się nada na bazę naszego stroju. Czasem wystarczą niewielkie przeróbki, albo odpowiednia stylizacja, żeby osiągnąć całkiem zadowalający efekt.


I tu dochodzimy do wskazówki trzeciej, a mianowicie dodatków. Nic tak nie podkreśla charakteru stroju jak odpowiednie szczegóły. Nie chodzi tu o dobranie torebki, czy butów, a raczej przedmiotów, które podkreślą wyjątkowość waszej postaci. Grasz pisarzem? Zaopatrz się w dziennik i pióro. Jesteś aztecką kapłanką? Zrób sobie nakrycie głowy z piór i koralików. Rękodzieło wraca do łask, więc w Internecie aż roi się od tutoriali, które pozwolą wam własnoręcznie wykonać biżuterię, maski i inne drobiazgi, które ubarwią waszą postać.


Jeśli natomiast nie macie zdolności artystycznych – nic straconego, istnieją inne sposoby żeby nadać postaci głębi. Czasem wystarczy wymyślić jakąś manierę, albo uwydatnić jakieś jej zachowanie.


Pierwsza odgrywana przeze mnie postać miała raka płuc, w związku z czym pokasływałam lekko przez całego larpa. Kiedy się denerwowała, zaczynała mocniej kaszleć, co dało całkiem przekonujący efekt. Zupełnie przypadkiem na tym larpie skaleczyłam się także w palec. Lekkie, niegroźne zadrapanie, ale krwawiło dłuższą chwilę. Dziewczyna odgrywająca moją siostrę zareagowała na zakrwawioną chusteczkę, dopytując się co się stało, a ja zamiast jej tłumaczyć, że to nic, postanowiłam uczynić z tego część rozgrywki i doskonały pretekst do tego by podzielić się z siostrą informacją o swoim stanie zdrowia. Nikt się nie domyślił, że nieco pokrwawiona chusteczka, to nie był to zawczasu przygotowany rekwizyt.


Mit 4: Żeby wziąć udział w larpie trzeba mieć talent aktorski.


Myślę, że nie jestem jedyną osobą, której wydawało się, że aby wziąć udział w larpie trzeba mieć talent aktorski lub jakieś doświadczenie sceniczne. Nic bardziej mylnego. Owszem, tego typu doświadczenie lub predyspozycje mogą pomóc, ale nie są czymś niezbędnym do tego, aby móc wziąć udział w rozgrywce.


Larp to nie przedstawienie i nikt nie może przewidzieć jak dokładnie się potoczy. To co się zdarzy zależy jedynie od graczy, więc zdradzę ci sekret: nikt poza tobą i Mistrzem Gry nie zna pełnej historii twojej postaci i nie wie jakie są jej prawdziwe cele. Nikt nie zorientuje się, że coś ci nie wyszło, lub że nie było przez ciebie zamierzone.


Po swoim pierwszym larpie byłam przekonana, że poszło mi koszmarnie, że mój brak zdolności aktorskich było widać jak na dłoni. Byłam zaskoczona, gdy Mistrzyni Gry powiedziała mi, że moja postać spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem ze strony innych graczy. Nikt poza mną nie widział moich potknięć, więc doszłam do wniosku, że nie warto się nimi przejmować i przy kolejnym larpie skupiłam się już tylko na tym, by dobrze się bawić.


Mit 5: Larpy nie są dla introwertyków.


Z tym przeświadczeniem zmagałam się chyba najdłużej. Przełamałam się dopiero wtedy, gdy w pełni pogodziłam się z tym, że taką już mam naturę oraz dobrze mi z tym. Od tamtego momentu toczę swoją małą krucjatę tłumacząc wszystkim wokół, że „introwertyczka” to nie synonim dla „nieśmiała”, czy „nietowarzyska”, to nie określenie zaburzeń społecznych, ani strach przed wystąpieniami publicznymi. Introwertyzm to jedna ze składowych osobowości i możecie wierzyć lub nie, ale statystycznie co trzecia osoba w naszym kraju jest introwertykiem.


Tak więc, jeśli jesteś osobą, która poświęca dużo czasu na rozmyślanie w samotności, jeśli preferujesz samodzielne rozwiązywanie problemów, a przebywanie wśród ludzi sprawia ci przyjemność, ale równocześnie pochłania zapasy twojej energii – bez obaw, nadal jest dla ciebie miejsce na larpach.


Przeglądając opisy różnych eventów dostrzegam, że różnią się one między sobą nie tylko światem w jakim są osadzone, ale również tematyką jaką poruszają i różnorodnością postaci. Zazwyczaj bez problemu udaje mi się znaleźć rolę, która będzie odpowiadała moim upodobaniom oraz temperamentowi. Nawet poboczna postać może mieć wielki wpływ na rozwój rozgrywanej na larpie historii.

Jeśli nie czujesz się na siłach, aby przemawiać publicznie, to po prostu nie wybieraj roli, która będzie tego od ciebie wymagać. Jeśli nie czujesz się z czymś komfortowo nie zmuszaj się do tego. Larpy mają być dobrą zabawą dla wszystkich, w tym również dla ciebie.


Dzięki powyższemu porównaniu mitów z faktycznymi doświadczeniami wiesz już, z czym się zmierzyłam, podejmując decyzję o tym by pójść na larpa. Warto jednak wspomnieć jeszcze o kilku sytuacjach, które mogą cię zaskoczyć, gdy już na jakiś się wybierzesz.


Pamiętam, że kiedy dostałam informację, że niedługo będzie rozgrywał się larp inspirowany powieścią, którą lubię, byłam podekscytowana. Opis larpa był bardzo klimatyczny i po opublikowaniu listy dostępnych ról naprawdę miałam problem, żeby zdecydować się na dwie, które chciałabym zagrać najbardziej.


Prawdziwym zaskoczeniem dla mnie było jednak pytanie w formularzu zgłoszeniowym o to czy jest ktoś z kim bym chciała rozegrać swoje wątki. Jak mogę napisać z kim chciałabym grać skoro nie mam zielonego pojęcia kto się na tego larpa zgłosił? Nie mówiąc już o tym, że nie wiem czy i jaką dostanę rolę.


Teraz już wiem, że pytanie to ma pomóc organizatorom tak dobrać role, aby gracze bawili się jak najlepiej. Może zdarzyć się, że na poprzednim larpie ktoś wywarł na tobie takie wrażenie, że będziesz chciał mieć możliwość rozegrać z tą osobą wspólny wątek. Organizatorzy wychodzą więc w tym pytaniu naprzeciw oczekiwaniom graczy, jednocześnie nie obiecując im z góry, że są w stanie zagwarantować taką możliwość.


Warto pamiętać, że nie zawsze da się tak dobrać role, aby życzenia wszystkich zostały spełnione. Czasem Mistrz Gry zaproponuje ci inną rolę niż ta, którą sam wybrałeś. Tak też się stało w przypadku mojego pierwszego larpa. Z perspektywy czasu stwierdzam jednak, że była to dla mnie doskonała pierwsza rola i nie żałuję, że zgodziłam się na nią.


Po dotarciu na miejsce, w którym miał odbyć się larp, byłam nieco zdenerwowana. Poza swoim chłopakiem nie znałam tam praktycznie nikogo, więc bardzo cieszyłam się z tego, że najpierw odbędą się krótkie warsztaty. Moja rada: jeśli nie byłeś wcześniej na larpie, to nie omijaj warsztatów. Dowiesz się na nich nie tylko tego, jakie ogólne zasady i specjalne mechaniki obowiązują w czasie rozgrywki, ale będziesz też miał okazję dowiedzieć się, kto odgrywa pozostałe postacie. Dla mnie te pierwsze warsztaty były małym wewnętrznym rollercoasterem. Prawdziwą mieszanką przerażenia i rozbawienia.


Pierwszym zaskoczeniem była informacja: „Jest to larp full contact, więc jeśli ktoś posiada jakiekolwiek uwagi odnośnie tego tematu, może zgłosić je w tym momencie”. Wtedy jedna z dziewczyn poprosiła, żeby pozwolić jej najpierw zdjąć okulary, gdyby ktoś chciał jej dać w twarz.


Przez głowę przemknęło mi tylko „Boże w co ja się wpakowałam”.


Od razu pragnę uspokoić, że nikt nikogo nie bił i że wszelkie interakcje były regulowane prostą mechaniką kolorów. A skoro już jesteśmy przy kolorach, to było to drugie zaskoczenie tego wieczoru. Nadal, ilekroć trafiam w opisie larpa na informację o stosowanym systemie kolorów, mam skojarzenia z BDSM i fanfikami w stylu „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. Muszę jednak przyznać, że system jest bardzo prosty i co ważniejsze – działa, jeśli tylko pamiętamy o tym, aby go stosować.


Założenie jest bardzo proste. W sytuacji, gdy dochodzi do interakcji, która mogłaby być niekomfortowa dla jednej ze stron, możemy nie tylko powiedzieć ale i zapytać o kolor. Zielony oznacza, że wszystko jest w porządku i można kontynuować a nawet zagrać scenę intensywniej. Żółty oznacza, że sytuacja osiągnęła maksymalny poziom jaki jest komfortowy dla gracza i nie należy tego poziomu przekraczać. Czerwony oznacza, że sytuacja jest niekomfortowa lub zbyt intensywna i gracz nie chce brać w niej dalej udziału. Dodatkowo, dość często organizatorzy informują o specjalnym słowie, po wypowiedzeniu którego gracz w razie konieczności kończy udział w zabawie. Nie słyszałam jeszcze, żeby ktoś go użył, ale dobrze jest mieć świadomość, że taka opcja istnieje.


Nie bójmy się stosować systemu kolorów, gdy czujemy, że sytuacja zaczyna nas przerastać. Nie czekajmy też do ostatniej chwili, jeśli czujemy, że dzieje się z nami coś złego; przykładowo, podczas swojego drugiego larpa czułam, że robi mi się słabo i wyszłam z lokalu zanim straciłam przytomność. Jednocześnie, przy wyjściu przekazałam jednemu z graczy co się dzieje i poprosiłam także o poinformowanie któregoś z Mistrzów Gry. Organizatorzy zareagowali błyskawicznie: dostałam wodę i oddelegowano jedną osobę, żeby była ze mną aż dojdę do siebie. W sali otworzono okno w trosce także o pozostałych graczy. Kiedy poczułam się lepiej zapytano mnie czy chcę kontynuować rozgrywkę, czy wolę zrezygnować. Cieszę się, że dzięki ich szybkiej reakcji czułam się na tyle dobrze, by dokończyć grę.


Wracając do mojego pierwszego larpa, chyba największym zaskoczeniem było dla mnie to, że przychodząc z kimś może się okazać, że nie zamienimy z tą osobą ani jednego słowa w czasie całej rozgrywki. Nasze wątki mogą się po prostu nie spotkać. Tak zdarzyło się w moim przypadku – pytanie w ankiecie po tym wydarzeniu nabrało sensu. Przez cały wieczór nie udało mi się wejść z moim chłopakiem w żadną interakcję jako postacie. Na szczęście nie przeszkadzało mi to doskonale się bawić. Gdy słuchałam później jak opowiadał o tej rozgrywce naszym znajomym miałam wrażenie, że byliśmy na dwóch różnych larpach… Co tylko dowodzi tego, że historia żyje własnym życiem po rozpoczęciu gry i tylko od nas zależy, na których wątkach skupimy swoją uwagę.


Na zakończenie wspomnę jeszcze o tym, że nie każdy larp jest dla każdego. Naprawdę warto czytać jego opis przed wysłaniem zgłoszenia. Polecam sprawdzić sekcję mówiącą o tym do jakich odbiorców kierowany jest larp oraz czy spełni nasze potencjalne oczekiwania – o ile taka sekcja znajduje się w dokumencie projektowym. W przeciwnym razie warto zapytać twórcy larpa lub organizatorów. Zdarzyło mi się już parę razy zrezygnować z udziału w larpie pomimo tego, że sam pomysł na scenariusz bardzo mi się podobał.


Pamiętajcie, larpy są jak książki albo filmy: każdy ma swój ulubiony gatunek. Są też takie, na które trzeba mieć odpowiedni nastrój, więc nie przejmujcie się, jeśli wskutek jakiegoś zdarzenia losowego będziecie zmuszeni zrezygnować z gry. Najważniejsze jest zgłoszenie tego faktu organizatorom – im wcześniej, tym lepiej. Będą kolejne larpy i kolejne okazje do zabawy.

Mam więc nadzieję, że niedługo się spotkamy na jakiejś rozgrywce, czego sobie i wam życzę.

Autorka:

Jolanta „Naith” Kalinowska